Mushroom Men: The Spore Wars
luty 2009
Jeżeli nigdy wcześniej nie słyszeliście o Mushroom Men, to uspokajam, że nie macie się czego wstydzić. Wprawdzie ten ambitny projekt doczekał się kilku artykułów w Internecie, ale nie był szerzej reklamowany.
I nie miał szans być, gdyż zarówno producent, jak i wydawca, do potęg finansowych nie należą. Wykorzystali oni jednak niskie koszty prac nad grami na Wii i spróbowali zaistnieć na rynku. W pewnym stopniu im się to nawet udało, a to za sprawą oryginalnej tematyki.
I W MAŁEJ SKALI
Jeżeli chodzi o mechanizmy, The Spore Wars to dość tradycyjna platformówka. Zabawę podzielono na rozdziały, a w każdym znajdzie się trochę biegania po korytkach, przynajmniej jedna obszerna, wielopoziomowa arena oraz walka z bossem na koniec. Przed nią jednak trzeba zebrać odpowiedni przedmiot, pokonać pomagierów czy wykonać jakiś inny, kontekstowy quest. Bohater – zmutowany grzyb imieniem Pax – potrafi skakać, szybować w powietrzu, przyciągać się do niektórych powierzchni oraz poruszać drobne przedmioty siłą woli, czemu towarzyszy nienajgorsza fizyka. Elementy zręcznościowe zrealizowano dobrze, szczególnie przyjemnie przemierza się pomieszczenia zbudowane ludzką ręką, które z perspektywy grzybka są po prostu olbrzymie.

Życie uprzykrza kamera, której zdarza się zahaczyć o jakiś obiekt lub zaprezentować zbyt duże zbliżenie. Denerwuje to także podczas starć z pająkami, muchomorami, szczurami i innymi śmiertelnymi zagrożeniami. Pax nie należy do najwytrzymalszych istot na świecie, więc każde przypadkowe trafienie boli po dwakroć. Na szczęście checkpointy rozstawione są dość gęsto. Nie uważam też, co podkreślałem już przy okazji Castlevanii, by machania pilotem było najlepszym (czy chociaż dobrym) sposobem na wyprowadzanie ataku.
Tutaj na szczęście walka jest tylko skromnym wycinkiem całej rozgrywki, więc przynajmniej ręce nie bolą. O wiele częściej korzysta się z celowania wiilotem, a ten element działa bezbłędnie. W grę wpleciono także ciekawy system budowania broni. Pax ze śmieci pozostawionych przez ludzi (zapałki, spinki, gumy do żucia) potrafi skonstruować śmiercionośne narzędzia, przypominające miniaturowe miecze, maczugi czy nawet piłę łańcuchową (na baterie-paluszki, oczywiście). Dlatego warto dokładnie przeczesywać sprytnie zaprojektowane plansze, a z pomocą przychodzi lista komponentów.
I PADŁO NA MÓZG
Tym, co wyróżnia Mushroom Men spośród innych tytułów, jest nietuzinkowy klimat. Akcja dzieje się w świecie niewielkiej fauny i flory, dotkniętej skażeniem z meteorytu. Rośliny, a w tym grzyby (choć tu pewnie biolodzy rzucą we mnie pomidorem), obudziły się do życia, a zwierzęta przeszły niepokojące przemiany. Na przykład małe, słodkie króliczki stały agresywne, a niektórym osobnikom wyrosły nawet rogi, jak u jeleni. Sam Pax zyskał nawet zdolności telekinetyczne. Świat ludzi widziany z perspektywy kilkucentymetrowe bohatera również wygląda inaczej, i co tu dużo mówić, przerażająco. Lalka szmacianka przypomina groźnego potwora, a półka z książkami to prawdziwa wieża, której zdobycie zajmuje kilka minut. Ogólnie nastrój przygody można porównać do dzieł Tima Burtona albo do filmów science-fiction z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Tematyka mutacji, niepokojące, plumkające dźwięki oraz przede wszystkim ostre, fluoroscencyjne kolory udanie parodiują filmy sprzed kilku dekad.

Ciężko ocenić mi sferę dźwiękową Mushroom Men. Z jednej strony muzyka zdecydowanie wybija się ponad przeciętną. Za aranżacje wziął się Les Claypool, znany amerykański basista rockowy i założyciel grupy Primus. W związku z tym w tle często słuchać spokojne, ale hipnotyzujące dźwięki gitary basowej, której stanowią istotną składową niepokojącego tematu. Z drugiej strony strasznie brakowało bardziej wyraźnych odgłosów otoczenia. Niby coś się tam dzieje, ale wszystko zdaje się przytłumione. Może to zabieg celowy, ale w moim przypadku efekt był taki, że świat gry wydawał mi się martwy, sztywny. Problem pogłębia brak lektorów, przez co bywa cicho jak makiem zasiał. Jako, że wcześniej grałem w rewelacyjnie udźwiękowione Monster Lab, różnica była tym bardziej bolesna.
Szkoda, że ten misternie wykreowany świat nie jest podparty ponadprzeciętną grywalnością. Niby wszystko jest na swoim miejscu, ale sama zabawa wydaje się taka jakaś bezpłciowa. Już pierdyliardy razy skakaliśmy po platformach i machaliśmy wiilotem. W solidnej, rzemieślniczej robocie nie ma nic złego, ale dziś mamy do wyboru tyle pierwszoligowych produkcji, że przygody Paxa są skazane na łaskę bądź niełaskę tych, których zafascynowała psychodeliczna konwencja.
Druga opinia
FAX: Pięć minut po tym jak odpaliłem Wii, zalało mi łazienkę, więc nie za bardzo się lubię z tą konsolą. I nic się nie zmieni w tym temacie po sprawdzeniu Mushroom Men. Nie przekonuje mnie świat tej gry, jego bohaterowie i pomysł na rozgrywkę. Są lepsze gry na Wii. 5/10
