The House of the Dead: Overkill
marzec 2009
Poznajcie Izaaka Waszyngtona, detektywa, który nie używa „faków” zamiast przecinków. Używa ich zamiast pauz między słowami. I na każdy problem ma jedną receptę: ołów. Wraz z Agentem G jest bohaterem najnowszej części Domu Umarłych, znanego celowniczka od Segi.
Wydawałoby się, że z tym gatunkiem nie da się już wiele zrobić. Niebiescy oddali jednak projekt w ręce zewnętrznego studia, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Panowie z Headstrong Games wznieśli serię na nowy poziom, ale nie odkrywając na nowo Ameryki, tylko stawiając wszystko na jedną kartę. Styl.
CHWAŁA TARANTINO!
Widzieliście „Pulp Fiction”? Albo „Grindhouse: Death Proof”? Nie mogliście nie widzieć, więc wiecie już w jakich klimatach utrzymane jest Overkill. Amerykańskie kino klasy B lat siedemdziesiątych. A raczej jego parodia, żeby być dokładnym. Autorzy zachowali wszystkie charakterystyczne cechy tego typu produkcji. Jeszcze przed ekranem tytułowym konsola wyświetla słownikową definicję wyrazu „overkill”, a następnie nazwiska twórców (obowiązkowa żółta czcionka) na tle tańczącej babeczki. A to dopiero początek. Calutka gra pokryta jest efektem zniszczonej taśmy, przekleństwa lecą na prawo i lewo, a naturalistyczne sceny obfitują w krew, mocz i wymiociny. Duet Izaak i Agent G do złudzenia przypomina parę Samuel L. Jackson i John Travolta, a rozmowy między nimi można by cytować, gdyby tylko Neo Plus miało ograniczenia wiekowe. Wraz z celowo kiczowatą fabułą składają się na potężną dawkę humoru nieustannie atakującego gracza. Trzeba jeszcze wspomnieć o REWELACYJNEJ ścieżce dźwiękowej. Nie jestem znawcą w tej dziedzinie, ale to są dokładnie te dźwięki, które spodziewalibyście się usłyszeć w kolejnym filmie Tarantino. Niezwykle stylowe, wpadające w ucho, często z zabawnymi dialogami na wstępie. Po prostu trudno nie zakochać się w klimacie tej pozycji, gdyż zadbano o każdy najdrobniejszy szczegół.

IM DŁUŻEJ, TYM PRZYJEMNIEJ
To właśnie otoczka jest największym atutem Overkill. Rozgrywka to już po prostu bardzo solidna robota, ale bez rewolucji czy rewelacji. Jednak wcale jej nie potrzeba, jeśli rozwalanie zastępów nieumarłych potrafi być zabawne. A potrafi. Zombiaki mają kilka stref trafień, tryskają krwią na wszystkie strony (a najchętniej na ściany!), a trajektoria lotu ich kończyn liczona jest w czasie rzeczywistym. Akcja toczy się szybko i krwawo, szczególnie w kooperacji. Za zarobioną kasę gracz może także kupować nowe bronie i ulepszać już posiadane, dzięki czemu staje się możliwe osiąganie wyższych wyników i robienie jeszcze większej rozwałki. Szczególnie, kiedy włączycie zwiększoną liczbę mutantów.
Jeśli chodzi o zawartość, Overkill ustępuje chyba tylko Umbrella Chronicles. Podzielone na siedem epizodów Story Mode zajmie Wam ze trzy, cztery godziny, ale to właściwie początek zabawy. Do odkrycia czeka wersja reżyserska historii (z dodatkowymi lokacjami) oraz opcja dual-wield, która jest właśnie tym, co myślicie: dwa wiiloty w dłonie i jazda! Poza tym, gry tego typu od zawsze polegały na powrocie do już zaliczonych plansz, by zdobyć wszystkie bonusy, zebrać więcej kasy, ulepszyć bronie i tak dalej. Autorzy przygotowali pokaźny zbiór utworów, modeli 3D, szkiców i filmików. A na deser czekają ociekające krwią mini-gierki dla czterech śmiałków.

Dom Umarłych ma tylko jeden szkopuł, za to poważny. Często zwalnia. Za często. Kiedy gra wrzuca do pamięci konsoli kolejną część levelu, animacja na ułamek sekundy staje. Raczej nie stracicie przez to życia, ale możecie na przykład chybić w jakiś bonus. Irytujące, ale nie na tyle, by odbierać grze należne pochwały. Wśród celowniczków, więcej czasu poświęciłem tylko stareńkiemu Virtua Cop 2. Overkill zdecydowanie warte jest swojej ceny.
Druga opinia
Gonzo: Razem z MadWorldem i Overkillem Wii idzie w klimaty gore – jest krwawo, brutalnie i kalorycznie. House of the Dead nie zapowiadało się tak dobrze, jak ostatecznie wypadło. Kudosy za dystans i miodność. Czyżby zwiastun lepszych gier third-party na konsolę Nintendo? Chcę więcej tytułów o tej jakości, platforma jest tego warta. Dzieci, nie grajcie w to! 7/10
