Kane & Lynch 2: Dog Days

wrzesień 2010

obrazek

Popatrzcie na tych gości. Tylko na nich popatrzcie. Jeśli ktoś nazywa się graczem, prawdziwym graczem, który spędza przy konsoli kilka/kilkanaście godzin tygodniowo, po prostu nie może nie polubić zakazanej gęby Lyncha, jego łysiny i przepoconej podkoszulki.

To wręcz niesłychane jak obaj antybohaterowie Dog Days odstają od stereotypu herosów grających pierwsze skrzypce w grach video, to przecież bezwzględni mordercy i psychopaci, mający na koncie rzeźnie, o jakich zwykłym ludziom się nie śniło. Uczynić ich bohaterami mocno promowanej gry, gry reklamowanej na zachodzie przez Lyncha w samych zwisających gaciach wciągającego chińską zupkę z miski… Sami przyznacie, że trzeba mieć jaja ze stali. Jaja mają zarówno IO Interactive, jak i ich wydawca – Square Enix.

BALLS OF STEEL

Trzeba mieć też stalowe kule, by nadać całej grze taki styl wizualny, jak zrobiło to IO Interactive. Wygląda to tak, jakby za bohaterem biegał kamerzysta z małą kamerą – albo lepiej, telefonem komórkowym, i relacjonował całą akcję na żywo, do internetu, gdzie video ulega jeszcze kompresji i wyłażą na wierzch przeróżne zakłócenia. W filmach akcji reżyserowie często stosują ten zabieg; w grach nikt jeszcze nie poszedł na tak szeroką skalę, jak developerzy Dog Days. Dlaczego? Bo o ile fajnie to wszystko wygląda w założeniach i na pewno wyróżnia ten tytuł spośród innych strzelanin, zwyczajnie nie sprawdza się tak dobrze w praktyce. Szybko męczy, zaczyna przeszkadzać i irytuje.

Co prawda nawet po kilku godzinach w dalszym ciągu intryguje, ale lepiej na sequel Kane & Lynch się patrzy, niż gra. Bo Szanghaj, w którym rozgrywa się akcja gry, ze swoimi rozświetlającymi noc neonami i kogutami na samochodach policji, obdrapanymi slumsami, czy choćby zwykłą autostradą, przedstawiony w ten sposób wygląda po prostu rewelacyjnie. Nawet przymykając oko na fakt, że animacja postaci, szczegółowość modeli, czy tekstury prezentują jakość późnego PlayStation 2, co błyskawicznie wyszłoby bez bajeranckich filtrów. Przeciwnicy nie mają twarzy, pełno tu rozblurowanych tekstur w niskiej rozdzielczości, geometria poziomów jest prymitywna. I choć dzięki takiemu rozwiązaniu scenki przerywnikowe i dialogi między postaciami wyglądają świetnie, od dłuższego grania w Dog Days boli głowa. Po włączeniu opcji „steadycam”, która nieco uspokaja szalejącą kamerę, da się grać, ale widać wszystkie niedoróby.

STRZELNICA NIESPORTOWA

Męczy i irytuje też dlatego, że na mniejszych telewizorach przeciwników miejscami zwyczajnie nie widać, zlewają się za bardzo z otoczeniem, a są diabelnie celni i niebezpieczni. Ciężko ich trafić, również dlatego, że broń maszynowa w K&L2 ma gigantyczny rozrzut; czasem można wpakować całą serię w oddalonego o parę metrów typa, a on otrzepie się i odpowie salwą. Bo strzelaniem ta gra stoi i w zasadzie tylko nim, nie ma tu nic do roboty poza mordowaniem kolejnych hord przeciwników ustawiających się zawsze w tym samym miejscu. Może byłoby łatwiej, gdyby sterowanie było przyjemniejsze, Lynch reaguje jakoś opornie na komendy i zasadzenie headshota to prawdziwa sztuka. Przez całą grę dominuje chaos, który może i byłby fajny powiedzmy w jednej misji, ale jeśli taka jest cała gra, a jest, zwyczajnie przeszkadza. Zapomnijcie o graniu ze stylem czy technicznie, tu liczy się łut szczęścia. A także chowanie się za osłonami (cover system też działa jak chce), bo gdy bohater tylko wyściubi nos, natychmiast łapie celną serię.

POSTRZELAJ I ZAPOMNIJ

Co jeszcze? Gra pęka w cztery-pięć godzin i jest monotonna do bólu; nie ma tu żadnych bonusów, czy ukrytych ścieżek, jedynie koop na splicie i przez internet, a także multi. Powraca dobrze znany z pierwszej części tryb Fragile Alliance, w którym gracze wspólnie przeprowadzają skok, jednocześnie mogąc zdradzić kompanów, zastrzelić ich i zgarnąć kasę. Gracz, który zginął, respawnuje się jako glina. To fajny tryb, ale całego obrazu gry nie zmienia, podobnie jak Undercover Cop, w którym jak sama nazwa wskazuje, jeden z graczy gra tajniaka próbującego udaremnić napad. Gracze mogą się również zespołowo bawić w gliny i złodziei. Dla samotnego gracza przewidziano Arcade Mode, czyli Cops & Robbers, w którym ludzi zastępują boty – można wrzucać swoje wyniki do netu i ścigać się na punkty. z resztą swiata.

Najlepszą rzeczą w K&L2 jest dźwięk, od chińskich piosenek w menu, przed dubbing, kończąc na niezłych efektach broni. Polubiłem Dog Days za ten chory klimat, no i za Lyncha, naturalnie. Szkoda, że obaj zwyrodnialcy nie mają już takich jazd, jak w jedynce, ale i tak są absolutnie antypatyczni. Poza tym to nieskomplikowany, hardcore’owy shooter, miejscami niezły w niewielkich dawkach, ale to nie jest jakaś specjalnie dobra gra. Mam słabość do takich potworków, ale pełnej ceny bym za Dog Days nie zapłacił.

Druga opinia

mielu: Nawołujemy developerów do tego, by serwowali nam też „dorosłe” gry, z wyborami moralnymi, czy scenariuszem, który nie zamyka się na trzech stronach maszynopisu. Nie chodzi koniecznie o znaczek „dozwolone od 18 lat” na opakowaniu, bardziej o treść. Dog Days to prymitywna rzeźnia z bohaterami, któych w przeciwieństwie do Gulasha nie polubiłem – owszem, można się pośmiać z Lyncha, ale to tyle. Lubię shootery, ale ta gra jest za krótka, za prosta, miejscami niedopracowana, jakby główna ekipa w IO rzeźbiła już kolejnego Hitmana, a Kane & Lynch 2 dali do roboty świeżo przyjętym ludziom. 5/10

Dodaj swoją opinię