Mafia II

wrzesień 2010


Autorzy chcieli urozmaicić jazdę samochodem losowymi gadkami, ale w tym wypadku skutek jest zupełnie odwrotny. Po paru łychach dziegciu, czas na beczkę – czy raczej małe wiaderko – miodu. W Mafii II zdarzają się sceny, które zapadają w pamięć. Jak na przykład przezabawna pijacka impreza w klubie go-go (jak widać Czesi też mają doświadczenie w procentach), ciekawe przedstawienie segregacji rasowej czy finał gry, po którym fani „jedynki” będą bić brawo na kolanach. Zainteresowani?

EMPIRE BAY OF MIND

Przyznaję, też dałem się nabrać, że Mafia II będzie piaskownicą na wzór GTA. Jak się okazało, spójność fabuły (lub cięcia wydatków) zrobiły z niej liniowy, częściowo poskryptowany tytuł, który w dodatku jest odgórnie podzielony na rozdziały. Mało tego, możecie zapomnieć o zmieniających się porach dnia i mikrozadaniach wydłużających czas, jaki zazwyczaj spędzamy w otwartych miastach. Empire Bay jest spore, ale w rzeczywistości służy tylko do jeżdżenia od misji do misji. Warto jednak czasem się zatrzymać i pozwiedzać, bo autorzy włożyli wiele wysiłku, aby dzielnice się wyróżniały i obserwowanie życia mieszkańców idealnie dopełnia atmosfery. Kiedy toczymy się ślamazarnym, ociężałym, ale przepięknym samochodem po zaśnieżonych ulicach, a z radia sączą się leniwe dźwięki, nie sposób odmówić tym chwilom uroku.

Vito w głębi duszy na pewno jest romantykiem, ale nie ma skrupułów, żeby w odpowiednich momentach wziąć sprawy w swoje ręce, przestrzelić komuś kolana albo obić facjatę. Bójki niestety nie są porywające, trzy przyciski szybko sprowadzają się do schematów, a stąd tylko krok do nudy. Strzelaniny też niczym nie zaskakują, system osłon działa w porządku, nie wiem tylko kto wpadł na pomysł, żeby Vito ginął po jednym, dwóch strzałach? Momentami frustruje to prawie tak, jak obsuwa w dostawie Neo Plus do kiosków, a w dodatku złośliwie nie zapisuje się stan gry i te „fantastyczne” chwile trzeba za chwilę repetować. Motyw powtarza się w czasie pościgów, gdzie nie dość, że wystarczy krótka seria w bok auta, aby Vito odłożył łyżkę, to zawsze miałem wrażenie, że przeciwnicy jechali szybciej ode mnie. A kiedy zabrałem im tę szybką brykę, okazało się, że nadal nie mogę uciec.

THE CITY OF LOST HEAVEN

Sporo rzeczy wydawało mi się niedopracowanych – nie rozumiem na przykład czemu mieszkanie Vito jest na ostatnim piętrze, skoro po każdej misji trzeba się do niego telepać na piechotę. Nie potrafię zrozumieć, czemu obok pięknie wykreowanego Empire Bay znalazło się w kodzie gry miejsce na animacje postaci przypominające ruchy lalek w teatrzyku kukiełkowym. Masa kontekstowych akcji także wydaje mi się bez sensu, zawsze rano trzeba się ubrać, telefon w mieszkaniu długi czas jest zupełnie zbędny, nawet tak prosta czynność, jak otwieranie drzwi, została wyróżniona przydługą animacją. W grze nie ma zadań pobocznych, więc siłą rzeczy rozgrywka kończy się zanim liczniki dobiją do 10 godzin. Można ją wydłużyć szukając po miejscówkach atrakcyjnych rozkładówek Playboya z playmates sprzed pół wieku, ale kiedy człowiek sobie uświadomi, że modelki na tych zdjęciach dziś codziennie pałaszują kaszkę z mlekiem przez swój trzeci garnitur zębów, ochota na ich oglądanie dramatycznie spada. Choć muszę przyznać, że większość z nich swego czasu miała czym oddychać.

Jeśli myśleliście, że wraz z wystąpieniem Gabe’a Newella z Valve na konferencji Sony skończyły się problemy z portowaniem gier na PS3, nie psujcie sobie tej ułudy graniem w Mafię II. Ledwie kilkadziesiąt godzin po premierze tytuł dostał pierwszego patcha, ale autorzy otwarcie przyznają, że musieli to i owo przyciąć, bo gra nie była płynna. Płaska trawa i niewielkie ujmy w fizyce nie obniżają ogólnej oceny, ale warto wiedzieć, że mając wybór należy sięgnąć po wersję na Xboksa 360. Bo po co promować lenistwo autorów? Jeśli ktoś ciekawy, czy grafika odrzuci go od telewizora, może ściągnąć demo z PSN i zobaczyć Mafię II w akcji na własne oczy. Po cichu robimy w redakcji zakłady iloma łatkami uda się 2K naprawić ich własny produkt. Jak na razie rekordzista postawił na kilkanaście prób. Muszę zdradzić, że nawet w takim przypadku kurs nie jest najwyższy.

Fani Tommy’ego Angelo z oryginału oczekiwali gry roku, a dostali przyzwoitą, chwilami bardzo solidną produkcję, która mimo wszystko nie powinna ich zawieść. Co prawda historia nie jest porywająca, ale też nie odstaje dramatycznie od „jedynki” w kategorii bardziej dojrzałych tytułów. Można rozważyć kupno Mafii II. Można też wybrać lepiej.

Druga opinia

GULASH: Prawda jest taka, że w kadym aspekcie tej gry coś kuleje. Scenariusz to kalka filmów gangsterskich; been there, done that. Nic nowego. Miasto – ładne, ale nie ma w nim wiele do roboty. Strzelanie jest lepsze w praktycznie dowolnym stricte shooterze tpp. Brak multiplayera pod koniec 2010 roku? Niemniej można wsiąkąć, ale jeśli macie w miarę solidne pecety – tam taniej i ładniej. 7/10

Strony: 1 2

Dodaj swoją opinię