NBA 2K10

listopad 2009

obrazek

Tak się szczęśliwie złożyło, że seria wraz z odsłoną na rok 2010 świętuje także 10 lecie swej obecności na konsolach. Wszystko zaczęło się na Dreamcaście od gry, w którą do teraz ponoć grają najbardziej zagorzali fani, a którą i ja w 1999 roku wielbiłem bardziej nawet niż Soul Calibura i w zasadzie to właśnie dla NBA 2K sprowadziłem sobie ze Stanów rewelacyjną konsolę Segi...

Pomimo tego, że gra była świetna, lepsza niż jakikolwiek NBA Live czy inny Total NBA z PlayStation, doceniło ją za mało graczy. Wtedy, w opinii między innymi mojej, to właśnie brak słynnych sportowych serii od EA Sports pogrzebał szanse Dreamcasta na zaistnienie na rynku amerykańskim. Bo nie wierzę, że amerykańscy gracze nie zakochaliby się w Madden NFL i NBA Live, gdyby zobaczyli je w takiej oprawie, jaką bez wysiłku generował Dreamcast. Paroletnie PlayStation w ogóle nie miało pojary.

DEKADA W BRANŻY

Pomimo upadku Dreamcasta, seria nie tylko przetrwała, ale bardzo sprawnie zaczęła konkurować z NBA Live, co odbywało się bardzo podobnie, jak w przypadku analogicznego starcia PES vs. FIFA. NBA 2K było tym „dobrym i biednym”, a NBA Live tym „złym i bogatym”. Częściej w rankingach ocen wygrywała seria „biedna”, a sprzedaży – „bogata”. Tyle, że obecnie naprawdę ciężko stwierdzić kto tu jest biedny, a kto bogaty – od edycji NBA 2K6 serię wydaje 2K Sports, czyli spółka należąca do Take2, wydawcy m.in. GTA, BioShocka, Midnight Club, Mafii, Civilization, a na okładce pojawiają się największe gwiazdy NBA – w tym roku sam mistrz Kobe Bryant (u konkurencji „tylko” loser Dwight Howard). Również pod względem rozbudowania i ogólnej prezencji ciężko stwierdzić, że NBA 2K jest biedne. Wprost przeciwnie, od samego początku gra była ślicznie odpicowana, a w tym roku przeskoczyła samą siebie. Kiedyś była też bardziej symulacyjna, ale obecnie ciężko tak naprawdę obie te produkcje odróżnić. Co zresztą widać po ocenach.

TOTAL PACKAGE?

Wymienienie i dokładne opisanie wszystkich opcji dostępnych w menu zapewne wypełniłoby całą tę stronę. W NBA 2K10 jest co robić – od słynnego Association, czyli trybu dla grających menedżerów zajmujących się wszystkimi aspektami działalności klubu NBA, przez tryb kariery pojedynczego koszykarza, który najpierw gra ogony na zapleczu NBA, gdzie zdobywa doświadczenie i umiejętności potrzebne, by wstąpić na koszykarski Olimp.

Nie omieszkałem wypróbować tego trybu i jest nawet wciągający, choć zasady oceniania są momentami dziwne i traci się ciężko uzbierane punkty. Fajne jest zaś to, że gra wyżej ocenia dobrą grę w obronie, niż celne rzuty z nieprzygotowanych, przypadkowych pozycji. My Player wraz z pozostałymi trybami offline zapewni zabawę na długie tygodnie, a może i miesiące. Ale nie bezstresową, niestety – gra razi prostymi niedoróbkami, zwłaszcza chrupnięciami, które potrafią zniszczyć dobrze zaplanowaną akcję lub zepsuć rzut, bo przecież wszystko zależy od wyczucia momentu. Poza tym zawodnicy wydają się reagować z dość dużym opóźnieniem na komendy, co w tak szybkim sporcie utrudnia zabawę.

Zdarzają się w NBA 2K10 dziwaczne akcje, gdy gracze przenikają przez siebie, odwracają się od bronionego zawodnika lub w ogóle gdzieś odskakują. Sztuczna Inteligencja też nie myśli specjalnie sprawnie i czasami nie można się doczekać piłki będąc na dobrej pozycji lub jakiejkolwiek pomocy w obronie. W sieci nie jest lepiej – są problemy z lagami i dziwnymi przeskokami animacji. Szkoda, że tak dobrze opakowaną grę niszczą proste błędy.

Grafika potrafi powalić jakością, a potem na glębę jakąś śmieszną akcją, w której koszykarze robią głupie kroki, jakich nie wymyśliłby nawet John Cleese. Albo stoją w boisku wyrzucając piłki z autu. Albo bez pressingu wracają z piłką na własną połowę. Dobrze, że chociaż sami z siebie błędów kroków nie robią.

PRAWIE

Po raz pierwszy w historii zdarzyło się, że do gry sportowej płatne DLC ukazało się PRZED jej wydaniem. I to na długo przed, bowiem już pod koniec sierpnia można było pobrać NBA 2K10: Draft Combine i stworzyć swego zawodnika do trybu My Player oraz przygotować go do gry poprzez rozmaite treningi i mecze kontrolne. Identyczne zresztą, jak przedsezonowe rozgrywki w pełnej grze. Treningi uczą podstaw i umożliwiają rozwój gracza, a w meczach należy wypełnić przede wszystkim założenia przedmeczowe oraz bardzo uważać co się robi. A i tak czasami gra słuszne zagranie uzna za głupie i na odwrót.

Oczywiście NBA 2K10 ma znacznie więcej plusów niż minusów, ale momentami miałem wrażenie, jakby twórcom zabrakło czasu na dopieszczenie najważniejszych elementów. Poza tym zaginął gdzieś słynny, realistyczny charakter serii – w tej odsłonie zdecydowanie za dużo jest biegania od kosza do kosza i rzucania z każdej pozycji. Miejscami gra zmieniła się w stare NBA Live z animacjami, których nie da się przerwać, co naprawdę nieźle frustruje. To dobra gra, wypchana świetną zawartością, ale jak na wydanie jubileuszowe za dużo tu błędów. Szkoda.

Druga opinia

GULASH: Jeśli chodzi o basket, to preferuję rozrywkowe NBA Street – szkoda, że EA na razie zarzuciło temat, ale mam nadzieję na kolejną, czwartą edycję tej zabawowej serii. NBA 2K10 to śliczna i naprawdę fachowa koszykówka, ale zdumiewa to, o czym pisze Marcel – jakaś gigantyczna liczna technicznych niedoróbek. Tego nie poprawi się paczem. 7/10

Dodaj swoją opinię