Red Dead Redemption: Legends & Killers
wrzesień 2010
Rockstar wypuścił na sieciowy rynek już drugi dodatek do swojego najnowszego hitu. Pierwszy z nich, Outlaws to the End, dostępny jest za kompletne friko.
Dlatego postanowiliśmy nie poświęcać mu miejsca w Neo, stosując prostą filozofię życiową „dają to bierz, biją to uciekaj”. Paradoksalnie, jeżeli spojrzeć na zawartość oferowaną przez oba dodatki, to właśnie „Banitom aż po grób” należałoby się więcej neoplusowego papieru, bowiem Legends & Killers jest biedny, jak irlandzki imigrant (a wiecie, że swego czasu irlandzcy robotnicy byli tańsi niż czarnoskórzy wyzwoleńcy?). Sytuacja to dla mnie wielce zagadkowa i tajemnicą pozostaje fakt, dlaczego rozszerzenia nie ukazały się w odwrotnej kolejności i z zamienionymi cenami – ale to pewnie dlatego, że nie studiowałem marketingu i podbijania świata. Tak czy siak, co znajdziecie w tej nowej, wartej niespełna cztery dychy paczuszce?
Jeżeli chodzi o tryb dla pojedynczego gracza, jest tylko jedna nowość – dodatkowa broń w postaci toporka made in wigwam, czyli tomahawka (uwaga, nie we wszystkich sklepach jest do kupienia). Tomahawk w zastosowaniu przypomina wypadkową pomiędzy sztyletem a dynamitem (ale tylko ze względu na tor lotu, oczywiście), zabawnie wbija się w cel i to by było właściwie tyle. No, może poza kilkoma wyzwaniami (dotyczącymi tylko toporka) i stosownym osiągnięciem.
W sferze multiplayerowej jest niestety niewiele lepiej. Oprócz rzeczonego tomahawka, dostaniecie zestaw ośmiu nowych skórek. Nie powiem, skiny są zajedwabiste – wśród nich znajdziecie fachowego Irokeza, eleganckiego rewolwerowca w stylu Dzikiego Billa, żołnierza Unii albo szaleńca z laskami dynamitu powtykanymi za opaskę. Tak, tak, jeśli niektórym z Was dzwoni w jakimś kościele, to macie rację – nowe skórki to odświeżone wersje postaci z Red Dead Revolver. Może i recykling, ale wyglądają fachowo. Liczbę miejscówek, na których ścierać się można w drużynowych potyczkach, zwiększono aż o dziewięć sztuk, ale niewiele zmieniają w sposobie samej rozgrywki. To też nic innego, jak tylko „nowe skórki”. Na deser dorzucono dziesięć nowych osiągnięć i trofeów. Nie ma tu żadnych nowych trybów czy misji. Trochę szkoda, bo po darmowym kurczaku autorzy wołają krocie za szklankę wody.
