Shank

wrzesień 2010

obrazek

Shank jest wkurzony. Zdradzili go, zostawili na pewną śmierć, a jego kobiecie zrobili jeszcze gorsze rzeczy. Shank chce zemsty.

Ma przewagę, bo ‘oni’ nie wiedzą, że żyje. Shank wyrusza na krucjatę, w której ścierwo będzie kładło się gęsto, kończyny porzucą właścicieli, a karki zostaną skręcone. Jeśli graliście w MadWorld, to znacie skalę przemocy i brutalności, którą prezentuje Shank. Jeśli oglądaliście Kill Billa, to wiecie, w jakich klimatach skąpana jest jego vendetta. Jest to świat brudny, krwawy, zepsuty, a przy tym groteskowy. Gracz ma za zadanie oczyścić go z przestępców, krętaczy i zabójców, którzy chcieli zabić Shanka.

PIŁA, LUFA, DWA SZTYLETY

Powiedzieć, że Shank to side-scrollowana nawalanka to za mało. To prawdziwe święto mordowania. Przeciwników – mniejszych, większych, z bronią białą, palną, defensywną – jest tu cała masa, ale na szczęście bohater ma odpowiedni sprzęt, by rozpędzić hołotę. Na jego podstawowy ekwipunek składają się dwa „shanki” (czyli noże do walki), dwa pistolety, piła łańcuchowa oraz granaty. Każde z tych dobrodziejstw podporządkowane jest pod inny przycisk, dzięki czemu można tworzyć naprawdę fachowe wiązanki. Do tego zależnie od trzymanego kierunku Shank wykonuje inny cios bądź całe kombo, więc możliwości jest całkiem sporo. Przypomina to odrobinę Devil May Cry. Tu także można strzelać w dwóch kierunkach jednocześnie czy utrzymywać się dłużej w powietrzu dzięki sile odrzutu broni palnej.

Na tym nie kończą się zdolności bohatera. Potrafi on chwytać przeciwników i dziurawić ich nożem oraz skoczyć na wroga z dużej odległości, powalić na ziemię i ciąć na plastry. Najlepsze, że z takiej pozycji da się prowadzić ostrzał, trzymając w ten sposób pozostałych przeciwników na dystans. By gracz się nie znudził, z czasem dochodzą nowe bronie w każdej z kategorii. Moja ulubiona kombinacja to (oprócz shanków) shotgun oraz katana – bardzo efektowne i skuteczne. Znalazło się tu miejsce nawet dla odrobiny skradanki: kiedy Shank zajdzie wroga od tyłu, wystarczy jeden strzał, by posłać go do piachu.

BIEGAM, SKACZĘ, DRANI DUSZĘ

Szatkowanie zastępów mięsa armatniego wygląda świetnie i daje sporo satysfakcji (głównie ze względu na ilość bryzgającej juchy), ale to za mało, by na dłużej zatrzymać gracza przed telewizorem. Dlatego brawami przywitałem nie nachalne elementy platformowe. Od czasu do czasu Shank musi zjechać po jakiejś linie, wspiąć się po ścianie (wbijając w nią noże jak czekany) czy chwycić się bydlęcej czaszki wiszącej na słupie, rozbujać i doskoczyć do dalej położonej platformy. Potrafi także przez kilka sekund biec po ścianie, co w połączeniu z pozostałymi elementami owocuje całkiem intensywnymi sekwencjami zręcznościowymi. Liczy się refleks, choć sporą pomocą są zwolnienia czasu, które włączają się automatycznie w momentach, kiedy od dobrze wymierzonego skoku zależy życie bohatera.
Drugą rzeczą, która sprawia, że rozgrywa pozostaje świeża, są pojedynki z bossami. Różnią się od zwyczajnej walki tym, że zawsze znajdzie się w nich jakiś haczyk. Zwykle nawalanie zabiera im za mało energii, dlatego należy wyczaić, jak uszczuplić jej nieco więcej. Przykładowo, w przypadku kolesia z hakiem na łańcuchu, należy obniżać tusze wołowe tak, by rzucony hak o nie zaczepił. Tak unieruchomionemu przeciwniku można już na luzaku wskoczyć na bary i poddusić łańcuchem. Powtarzać aż do widowiskowego finiszera, w którym zazwyczaj ktoś traci głowę.

Główny tryb Shanka wystarczy Wam na kilka godzin, ale z pewnością nie zaspokoi żądzy krwi. Z pomocą przychodzi tryb multiplayer dla dwóch osób. Autorzy jednak nie pojechali po taniości i nie dodali zwyczajnie drugiego gracza do podstawowej kampanii. Zamiast tego stworzyli osobny tryb, z nowymi przeciwnikami, bossami, własną historią. Opowiada on o wcześniejszych wydarzeniach z życia Shanka i wyjaśnia, dlaczego został zdradzony. Ekstra sprawa i jeszcze więcej krwawej rozpierduchy!

Shankiem jestem autentycznie zachwycony. Również dlatego, że to prawdopodobnie najładniejsza dwuwymiarowa gra na świecie – spójrzcie na obrazki i wyobraźcie to sobie ultra płynnie animowane, w cudownie wysokiej rozdzielczości. Do tego przerywniki rozkładają na łopatki oszczędnymi acz dosadnymi tekstami. Można by paluszki lizać, gdyby nie były całe we krwi.

Druga opinia

mielu: Lubię krwawe, zabawne jatki, więc Shank na dzień dobry dostał dużego plusa. Spodziewałem się jednak, że szybko mi się znudzi, gdy okazało się, że jedyną sensowną kombinacją broni jest shotgun i maczety ewentualnie katana. Z pomocą przyszedł tryb kooperacji, którego ogromną zaletą jest inna fabuła niż w trybie jednoosobowym. Chcemy więcej takich gier na PSN i XBLA! 8/10

Dodaj swoją opinię